Stoję murem!

Patrzę przez okno i obserwuję spadające liście w ogrodzie.  

Pac…Pac…. Pac…..

Odpadają z gałęzi, jak od nas przekonania, którymi byłyśmy karmione od lat.

pac…pac….i kolejne.

Trzeba jeszcze zgrabić.

Obserwuje to, co się dzieje w Polsce, to co się dzieje we mnie od kilku dni.

Stan od paraliżu, niedowierzania, poprzez gigantyczny wkurw przechodzi powoli w pewność, że dzieje się to, co ma się teraz dziać. Czuję, że kobiety wiedzą, co robią. 

Cała ta historia z trybunałem była iskrą zapalną.

My już nie walczymy o prawo do legalnej aborcji, my walczymy o to, abyśmy mogły być sobą.

Już dość słuchania, co nam wypada, a co nie wypada.

Jak mamy wyglądać, co mamy robić, jak mamy myśleć. 

Co mamy czuć i kiedy mamy rodzić.

Po prostu dość.

Ale proszę o jedno – w całej tej walce, wspierajmy się. 

Wspierajmy się jak nigdy dotąd, bo właśnie gdy jesteśmy razem – mamy siłę, której nic nie powstrzyma.

Nie oceniajmy się teraz. Nie zajmujmy tym, kto już się wypowiedział publicznie, a kto jeszcze nie i za to należy mu się klaps. Dajmy sobie reagować po swojemu, każda z nas jest inna. Od lat wspieram idee siostrzeństwa i wzajemnego wsparcia kobiet – teraz czuję, że jest to jeszcze bardziej potrzebne niż kiedyś.

Na pewno to wszystko co do tej pory zrobiłam w tym temacie, nie byłoby możliwe bez ogromnego wsparcia mojego męża.

Ten tekst miał być też mocno o mężczyznach – o tym, jak bardzo potrzebujemy teraz za sobą mądrych męskich głosów. 

Ze wzruszeniem obserwuję wypowiedzi facetów popierających teraz kobiety. Czuję, że dzieje się coś bardzo ważnego i innego niż dotychczas.

Ale ten tekst będzie o najważniejszym mężczyznach dla mnie – moim mężu i moich synach, których wsparcie zawsze mam za sobą i bez nich wiele rzeczy w moim życiu wcale nie byłoby możliwych. 

Skąd ta zmiana?

Z życia:) 

Dziś ukazał się artykuł uderzający bezpośrednio w moją rodzinę.

I na to mojej zgody nie ma. Jest mi tym bardziej przykro, że napisała go kobieta.

Także dziś – nie będzie o  mężczyznach wspierających kobiety, tylko o mnie stającej murem za mężem:)

Wszystko w sumie i tak zostaje w rodzinie:)

Nie będę oceniać standardów dziennikarskich, etyki czy intencji autorki. Zapytam wprost – Patrycja Ceglińska-Włodarczyk, bo nie jestem w stanie tego zrozumieć – Jaki był cel tego artykułu w  takiej formie?, Co spowodowało, że postanowiłaś wykorzystać moje, mojego męża i moich dzieci nazwisko narażając nas na publiczny hejt?”

Sama przepracowałam wiele lat w mediach i wiem, na czym etyczne dziennikarstwo polega. 

Wiem, jak się robi programy i w moim odczuciu, dla dziennikarski z serwisu internetowego nie jest żadnym problemem posiąść tę wiedzę, tak aby pisząc artykuł nie wprowadzać Czytelników w błąd? 

Pomyślałaś przez chwilę o tym, że po prostu najzwyczajniej na świecie robisz nam w ten sposób krzywdę?

Robisz krzywdę mnie?

Nie wiem, jaka jest Twoja opinia – ale dla mnie to nie jest wsparcie i siostrzeństwo. 

A wystarczyło pewnie poświęcić ze 30 minut więcej na napisanie artykułu. 

Wtedy na pewno wiedziałabyś, że za tekst lektorski nie jest pisany przez lektora.

Tekst lektorski nie jest prywatną opinią lektora.

Z tekst taki odpowiada redakcja, redaktor. 

Bardziej obrazowo – jeśli słyszysz reklamę kremu na hemoroidy, to czy to znaczy, że czytający lektor/lektorka ma tę przypadłość.

No nie….

Oczywiście lektor może odmówić wzięcia zlecenia, ale to chyba jego wybór( sic!) prawda? Mój mąż mógł po prostu nie nagrać tego zdania, zamiast pisać do redakcji że to jest przegięcie. Trudno. Każdy ma prawo popełnić błąd. Czasu nie cofniemy.

Jeśli wygospodarowałabyś z 5-10 minut dodatkowej pracy – mogłabyś zadzwonić/napisać do mojego męża, któremu swoim artykułem wkładasz w usta opinie, których nie podziela i zweryfikować informacje „u źródła”. Serio:) tak się robi w dziennikarstwie. Tak zrobiły inne serwisy,  które cały dzień do nas dzwonią. 

Dowiedziałabyś się wtedy, że mój mąż 2 września ( wtedy robione było nagranie), kontaktował się z redakcją mailowo i proponował wyrzucić komentarz o kamieniach u szyi jako co najmniej dwuznaczny,  brzmiący mizoginicznie… 

Pamiętam nawet tą sytuację – trochę było heheszek, co oni tam wypisują !?! Oczywiste dla nas było to, że sprawa zamknięta i nikt o zdrowych zmysłach takiego tekstu z offu w materiał nie wrzuci. 

W życiu bym nie wpadła, że jakaś historia o Helu zyska nowe życie i wyemitowana zostanie dzisiaj? W tak specyficznych warunkach? I jeszcze z tak idiotycznym tekstem ( też nie wiem czy z niedbalstwa, czy celowo).

Ok – pomyliliśmy się. Zdarza się. 

Ale  ja pierdolę! Jakim torem myślowym poszłaś, żeby mając warsztat dziennikarski ( tak masz wpisane na stronie wp) – wrzucić mojego męża w autorstwo tych słów? W przekaz, że to zdanie jest prywatnym zdaniem mojego faceta? Wtf? Wiesz jak to się nazywa? manipulacja…tylko tyle i aż tyle.

Normalnie pewnie nie przeznaczałabym czasu na ten wpis w takiej formie, wolałabym się bawić z dziećmi albo obejrzeć serial z mężem, ale szczególnie dziś nie potrafię nad tym przejść do porządku dziennego. Jestem wkurwiona i czuję się tak, jakbym dostała w ryj. Od Ciebie. Od kobiety. A teraz podobno idziemy ramię w ramię.

Potrzebuję Ci to głośno powiedzieć. Po prostu. Chcę, żeby moja złość znalazła zdrowe ujście, a to Twoje działanie spowodowało te emocje.

Po nas to spłynie za chwilę – na szczęście od lat pracujemy „w branży”, mamy wypracowane mechanizmy ochronne. Ale wierz mi – większość osób takich umiejętności nie ma. Poczytaj sobie komentarze – chciałabyś czytać takie o sobie? 

Proszę Cię o jedno – następnym razem zanim coś napiszesz – pomyśl głębiej. Słowa mają moc.

Wykorzystaj swoje talenty w dobry sposób. Szczególnie teraz.

Ania 

P.s.

Wszystko, co miałam do powiedzenia w tym temacie powiedziałam, na hejt reagować nie będę bo mi się nie chce. 

#strajkkobiet #strajk #protest #protestkobiet #piekłokobiet #wyrok #trybunał #aborcja #wybórniezakaz #womenpower #kobieta #Polska #family

#rodzina #muremzanimi #muremzanim #wp #cotusiędzieje #dziennikarstwo #rzetelność #nóżwplecy #nieumiemwhasztagimożebyćdziwnie

#mamtogdzieś